Wracając ze sklepów, przechodziłem przez Cornmarket Street, czyli oxfordzki deptak. W pewnej chwili spomiędzy sunącego nieustannie tłumu wyłania się wielki szyld z napisem „HEALING” („UZDRAWIANIE”). Zaraz za nim stoją dwa krzesła, na których siedzą niepewni nieco „pacjenci”. Przy każdym z nich, po obu stronach, klęczą mężczyźni z wyciągniętą nad głowę uzdrawianego dłonią. Klęczą i modlą się.
W pośpiechu minąłem ich i dopiero po kilku metrach dotarło do mnie to, co zobaczyłem. W pamięci powróciły fragmenty Biblii o uczniach Jezusa, którzy uzdrawiali: „Na chorych ręce kłaść będą, a ci wyzdrowieją” [Mk 16:18], „Wtedy wkładali na nich ręce, a oni otrzymywali Ducha Świętego” [Dz 8:17]. Jak w rzeczywistości wyglądało to, o czym tyle razy czytamy w Ewangeliach i słyszymy w kościele? Co oznacza uzdrowienie wiarą, modlitwą i łaską Bożą? To właśnie, że cały proces dokonuje się poprzez te trzy czynniki – wiarę uzdrawianego, modlitwę uzdrawiającego i łaskę Boga. Ale przecież żaden z nich nie jest widzialny! To samo, co działo się 2000 lat temu na terenie dzisiejszego Izraela, działo się tutaj, teraz, na moich oczach!
Zawróciłem. Jak to się dzieje – zapytałem starszego pana, jednego z tych, którzy wcześniej klęczeli i się modlili – że ktoś doznaje uzdrowienia? „Dzieje się to w ten sposób, że osoba wyzbywa się związków z diabłem i złem, z okultyzmem w różnej postaci; otwiera się na działanie Ducha Świętego, który mocą Bożą uzdrawia, a nasza modlitwa ma tylko w tym pomóc, ma charakter wstawienniczy”. Mój sceptyczny umysł kazał mi zadać jeszcze jedno pytanie: czy wiecie, jaki jest faktycznie skutek waszych modlitw (w głowie miałem wyrażenie „success rate”, ale wydało mi się ono nieprzyzwoite w tym kontekście…). Otóż tak, ludzie wracają, czasem po kilku dniach, czasem po kilku tygodniach, podziękować i powiedzieć, że faktycznie doznali uzdrowienia. Teraz, kiedy piszę, wydaje mi się to dużo bardziej niesamowite, niż kiedy stałem wśród przepływającego wokół tłumu, rozmawiając z tym człowiekiem modlitwy twarzą w twarz. Ale czy nie jest tak zawsze, że cała niezwykłość szczególnych chwil ujawnia się nie tyle poprzez samo doświadczenie, ale przez kontrast z „normalnością”?
Sceptyk we mnie każe zapytać:
ReplyDelete– o "success rate";
– o możliwe psychologiczne (a nie religijne) przyczyny wyzdrowienia;
– o to, czy tu ma miejsce wyzdrowienie fizyczne, czy uzdrowienie duchowe, czy jedno i drugie.
Ogólnie: za mało danych, Wojtku, za mało danych! :-)
Aha, no i podstawowa rzecz: co to *naprawdę* znaczy, że ktoś wraca i mówi "zostałem uzdrowiony, dziękuję".
ReplyDeleteZ mojego doswiadczenia życiowego, prawie 80-letniego, mam duże wątpliwosci co do cudów tylko w Kościele katolickim. Czyżby ludzie tego wyznania byliby uprzywilejowani?
ReplyDeleteTen wielki marketingowy baner i to, że healing odbywało się na środku miejskiego deptaku trochę psuje najlepsze nawet intencje uzdrawiaczy i klimat samego dochodzenia do zdrowia. Czy ceną i zapłatą było " Dziękuję " czy co łaska, czy może zakup rewelacyjnej książki ? Ale obym się mylił i wszyscy odeszli uzdrowieni.
ReplyDeleteInternet – Kraina Sceptyków. :-)
ReplyDeleteAle jak inaczej traktować uzdrawiaczy, którzy zamiast wiary, nadziei optymizmu i siły ducha przekazywanego w skupieniu na chorym i koncentracji na dolegliwości czy chorobie, wystawiają na środku ulicy marketingowy baner - tak jak sprzedawcy plastikowych lalek albo dystrybutorzy ulotek o barze z frytkami i kebabem. Ja po prostu nie widzę prawdziwych uzdrawiaczy na deptaku żadnej ulicy: ani w Pleszewie ani w Oxfordzie.
ReplyDeleteOj, dworowałem sobie tylko, zresztą także sam z siebie. :-)
ReplyDeleteTo od razu się czuło.
ReplyDeleteJa też wcale tak nie myślę. Chyba pierwszy sam bym usiadł na krzesełku na tym deptaku. Bo a nuż to działa....
I nawet wrzuciłbym na tacę co łaska.
Podobno kiedyś do Nielsa Bohra przyszli znajomi i zobaczyli podkowę nad drzwiami. "Jak to", rzekli, "ty, wielki fizyk, sławny na cały, świecie, wierzysz w takie bajki?". A Bohr na to: "Oczywiście, że nie! Ale zapewniono mnie, że nawet kiedy w to nie wierzę, to i tak działa".
ReplyDeleteJak plakat Healing będzie tam wisiał jeszcze przez 2-3 tygodnie to 7 listopada podejdę osobiście porozmawiam i może coś dopiszę jeszcze do tego wątku.
ReplyDeleteA już z niecierpliwością czekam na kolejne odcinki!
Banner jest bo zdaje się że kościoły zachodnie uwierzyły w siłę współczesnych środków promocji (ale przecież juz w Polsce jest spowiedź przez internet, wiec o czym tu mówić?).
ReplyDeletePanowie twierdzą, że stoją w każdą sobotę popołudniu, więc jest duża szansa, że się spotkacie. Żadnych książek nie sprzedają, nie proszą nawet o pieniądze. Z mojej rozmowy wynikało, że zależy im na uzdrowieniu duszy, tego, żeby człowiek odrzucił swoje związki ze złem, z demonami.
Że cuda zdarzają się wyznawcom każdej religii, to można niemal przyjąć za fakt. W przypadku chrześcijaństwa jednak na pierwszym miejscu jest wiara, wobec której cud może być potwierdzeniem lub umocnieniem. W Ewangelii mamy przecież "Powstaną bowiem fałszywi mesjasze i fałszywi prorocy i działać będą wielkie znaki i cuda, by w błąd wprowadzić, jeśli to możliwe, także wybranych." [Mt 24:24]. Możemy mieć więc cuda w kazdej religii, co nie zmienia faktu, wyznaje się jedną wiarę.
Drogi Wojtku, bardzo dziękuję ci za piękny opis głębokiego przeżycia tak ciekawego spotkania. Z niecierpliwością czekam na dalsze twoje opisy.
ReplyDeleteBabcia z o'City