„W Oxfordzie jest 500 bezdomnych, ale tylko 40 pozycji do obstawienia. Dlatego rano są straszne kolejki, bo im wcześniej przyjdziesz, tym lepszy sobie zarezerwujesz rewir, no nie? Ale zaklepać można tylko na 2 godziny, dłużej nie, potem musisz wrócić…ale i tak trzeba wrócić do biura po nowe egzemplarze, bo ja zwykle kupuję na początek dnia trzy, czekam aż się sprzedadzą, żeby pójść i móc kupić znowu. Muszę zapłacić 75 pensów od sztuki, żeby potem sprzedać za 1.50 funta.”
Kto choć raz przejdzie przez ruchliwą ulicę w dużym angielskim mieście, nie może nie zauważyć Big Issue, czyli Wielkiej Sprawy. O to bowiem własnie chodzi – żeby nie minąć obojętnie, bo to nie byle co, to coś istotnego. Big issue to tygodnik sprzedawany przez bezdomnych. System ten ma zapewnić im szansę samodzielnego i legalnego utrzymywania się, „odzyskania kontroli nad swoim życiem”. Otrzymał liczne nagrody jako biznesowy sposób radzenia sobie z problemem społecznym.
„No więc dziennie to zarobię tak może z 20 funtów, wystarczy, żeby wziąć prysznic, jest taki tani prysznic jak się pójdzie tam dalej prosto, do tego jakiś ciepły posiłek, kilka herbat w ciągu dnia, czasem paczka papierosów. I jeszcze jakieś świeczki…tak, świeczki, bo dużo czytam wieczorami…Kiedyś sypiałem w schronisku za kilka funtów, ale czasem tam jest pełno, to wtedy na przykład jest parę dobrych miejscówek tu na trawie na cmentarzu. Gorzej zimą, bo wtedy nocą jest na dworze chłodno…”
Jest ciepły jesienny dzień, siedzę obok Neila na kamiennym chodniku już pół godziny i już robi mi się zimno. Na samą myśl o nocowaniu w samym tylko ubraniu na dworze przez całą noc ciarki przechodzą mnie po plecach. A cóż dopiero tak nocować przez całą zimę!
„Wiesz, wcześniej to miałem pracę, naprawiałem silniki dieslowe. Ale straciłem tą pozycję i nikt mnie potem nie chciał przyjąć. Ale teraz robię kurs na kierowcę autobusu, to znaczy muszę jeszcze zdać egzamin, bo pierwszy oblałem bo miałem ciut za mało punktów. Ale myślę, że teraz mi się uda. No i wtedy będę zarabiał 13 funtów na godzinę, to wystarczy, żeby codziennie coś odłożyć, kupić przyzwoite ciuchy, oszczędzać i po dwóch latach wynająć jakieś mieszkanie czy coś, a potem można zacząć myśleć dalej, no nie?”
Podoba mi się plan Neila. Cholernie mi się podoba. Ja studiuję ekonomię na Oxfordzie i codziennie pytam siebie: co dalej? Doktorat – bo można, wielka firma w Londynie – bo warto? A Neil ma konkretny plan. Sprzedaje gazety za śmieszne pieniądze, 75 pensów od sztuki. Ale działa. Działa i marzy – o własnych czterech ścianach, pewnej i stałej pracy, o powrocie do pięknej normalności, którą my na co dzień wyklinamy od szarej codzienności. Gdyby jakiś życzliwy inwestor zasponsorował mu autobus, to Neil ze szczęścia pewnie woziłby wszystkich wszędzie, gdzie tylko by chcieli. Życzę mu w duchu, żeby został kierowcą, żeby został nawet szefem wszystkich kierowców w mieście. Bo chociaż życie postawiło go na ulicy, wyrzuciło poza główny nurt, on mówi: nie! Nie zgadzam się, żeby tak to trwało! I nie dam za wygraną!
-------
więcej o The Big Issue: http://www.bigissue.com/History_34.php
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
czasem życie podpowiada co dalej w najmniej oczekiwanym momencie zostawiając mało czasu na decyzję i wybór, a czasem trzeba uparcie jak Neil dążyć do celu
ReplyDeleteciekawe spostrzezenia na temat biedy.
ReplyDelete