Monday, October 12, 2009

Niedzielny przypadek?

W niedzielny poranek przenoszę się duchem do dawnych czasów. Piękne wnętrze kościoła filipinów wypełnia cicha łacina księdza zwróconego, jak wszyscy pozostali, w stronę krzyża. Sklepienie nad prezbiterium ozdobione jest kielichami i opłatkami – jak gdyby ten pokarm mszy świętej był dla nas tym, czym dla Izraelitów manna z nieba podczas tułaczki na pustyni. Spogląda na nas 36 postaci, stłoczonych wokół krzyża – to posagi świętych, którzy patrzą na nas „z nieba”, przez ołtarz, który zgodnie z odwieczną tradycją stanowi „bramę niebios”.

Dawno nie byłem na starej mszy (starej, czyli tej sprzed Soboru Watykańskiego II), więc niektóre łacińskie modlitwy uleciały już z pamięci. Na szczęście pan obok dzieli się swoim mszałem i liturgia staje się bardziej zrozumiała.

Przypadkiem spotkałem go po mszy i po krótkiej wymianie zdań okazało się, że studiuje historię ekonomii. Przypadkiem tak się stało, że zaczęliśmy rozmawiać o temacie jego doktoratu. Przypadkiem zorientowałem się, że minęły prawie 3 godziny, kiedy – już w kawiarni – kończyliśmy rozmowę (dokładniej: krytykę) o moralnej stronie kapitalizmu i podbudowującego go racjonalizmu. Wracałem do domu z listą nowych lektur i myślą uskrzydloną – nie tylko spotkałem ekonomistę katolika, ale w dodatku takiego, który rozumie, dlaczego ważny jest moralny aspekt tej nauki, filozofia, która leży u jej źródeł.

1 comment:

  1. "to ostatnie wakacje, kiedy tak naprawdę nic nie musicie robić"

    Ugh...

    ReplyDelete