Regularnie słyszę o różnych absurdach polskich uczelni, które – usłyszane – brzmią jak dobry żart, natomiast jako doświadczenie przypominają raczej dramat. W kraju tak logicznym i uporządkowanym jak Anglia miejsca na taki bałagan nie ma (a przynajmniej tak by się mogło wydawać). Czasami jednak wychodzi na jaw to, że Anglicy wydają się być zapętleni we własnych formalnościach i procedurach. Zwłaszcza w miejscu takim jak Oxford, gdzie osobną instytucją jest sam uniwersytet, osobną zaś college, z których każdy jest niezależny i posiada własną administrację i zasady. Jak to określił Morris, „Oxford is FAR from being even remotely organised”…
Więc o co chodzi? Wczoraj okazało się, że nie dosłałem kontraktu uczelni, umowy, którą student zawiera z uniwersytetem. Przesłano mi go jednak na maila, do wypełnienia i zwrócenia. Żeby wypełnić, musiałem najpierw wydrukować, żeby wydrukować, musiałem ściągnąć go Internetu, żeby ściągnąć, musiałbym podłączyć laptop do Internetu, a tego zrobić nie mogłem bo – nie byłem zarejestrowany. To błędne koło pomogły mi przerwać komputery w minipracowni tuż obok mojego pokoju. Niestety (zapewne w trosce o nasze bezpieczeństwo) administrator zablokował je tak skutecznie, że można było tylko otwierać Google. O ściągnięciu pliku nie było mowy. Pomogła mi jednak koleżanka z 3 piętra i po chwili miałem już kontrakt na swoim komputerze. Teraz pozostawało go tylko wydrukować i wypełnić. Okazało się jednak, że moja drukarka nie ma najnowszego oprogramowania do systemu Windows Vista i muszę je pobrać…z Internetu. Zirytowany wziąłem laptop pod pachę i poszedłem do głównego budynku, ufając, że będzie tam bezprzewodowy dostęp do sieci bez koniecznej rejestracji. Ależ skąd! Natomiast jeden ze studentów, który akurat siedział w pokoju komputerowym pozwolił mi wydrukować kontrakt przez swoje konto. Więc mam już wszystko? Nie, bo na dole kontraktu jest jeszcze miejsce na zdjęcie. Zdjęcia zaś nie mam. Ustawiłem szybko statyw i pstryknąłem portret
Chyba rozumiem dlaczego Oxford to jeden z najlepszych uniwerystetów na świecie. On po porstu przygotuje Cię toak do życia, że nic Cię nie zaskoczy i ze szystkim będziesz umiał sobie poradzić;)
ReplyDeleteNie no, MISH jest pod tym względem 14 razy lepszy... ;)
ReplyDelete