Wednesday, October 21, 2009

Pierwszy dzień szkoły!


7.30. P90X. 90-dniowy program codziennych ćwiczeń, które mają poprawić sylwetkę, siłę, skoczność, wytrzymałość i pewnie zaprowadzą nas prosto do bram Raju…autorzy sugerują, żeby zrobić sobie zdjęcie „przed”, bo „po” będziemy już nie do poznania…

Pierwszy wykład: mikroekonomia. Przez pierwsze dwa tygodnie uczy nas Sudhir Anand, Hindus. O funkcjach użyteczności i krzywych preferencji mówi z nie mniejszym zapałem niż mój Dziadek, kiedy opowiada o rozwoju NSDAP i dojściu Hitlera do władzy. Co więcej, nie udostępnia swoich notatek w formie wydrukowanej, więc kreśli pisakiem po tablicy, a my za nim w zeszytach. Potem my odpoczywamy, a on metodycznie spsikuje tablicę jakimś magicznym płynem, który pomaga mu ją wytrzeć. Ten rytuał jest zupełnie niepotrzebny, a przez to niezrozumiały i zabawny zarazem.

Popołudniu uczę się w bibliotece college’u, ale o zachodzie słońca moje ręka bez pytania chwyta za aparat i wychodzę robić zdjęcia. W wysokiej wieży wnoszącej się nad bramą wejściową tkwią jeszcze niewzruszenie piękne stare okna o metalowych ramkach z wprawionym w nie pojedynczym szkłem. Powoli pnę się po kręconych, kamiennych schodach na sam szczyt, skąd rozciąga się urocza panorama południowej części centrum. Przez okna, które otaczają niczym w latarni morskiej całą długość ścian, wpadają ostatnie złote promyki. Są jeszcze drewniane drzwiczki zabezpieczone kłódką, za którymi pewnie czeka taras widokowy. Postanawiam, że kiedyś tu wrócę – z właściwym kluczem…








 

 
 

 










 

 


 


Wieczór jest jak spotkanie ze starym przyjacielem. Kiedy biorę w dłoń shinai [bambusowy miecz], pamięć budzi się i przywołuje dawne nazwy: tsuba, jodan, hiki tsuke, tenouchi i najważniejsze: ki-ken-tai-chi. Ręce i nogi budzą się z dawnego snu i przypominają sobie dawne ruchy. Krok, zamach, proste cięcie i okrzyk: „Meeeen!”. Kendo przez 3 lata było zakazanym owocem, niespełnioną ambicją. Zamiast tego ćwiczyłem samą tylko technikę walki mieczem samurajskim, nigdy nie próbując jej w sparingu. Teraz jest szansa, ale czy jest tez czas? Zobaczymy…

6 comments:

  1. Kilka spostrzeżeń:

    – okno-pentagram?!
    – zrobiłeś sobie to zdjęcie?
    – dostrzegam ukrytą inspirację "Głupim Jasiem", w którym miejscu?
    – widzę, że Alien Hand Syndrome przybrał postać nieodwracalną i zaawansowaną;
    – ładne zdjęcia!
    – i cóż, czy czas na kendo jest?

    ReplyDelete
  2. I jeszcze jedno: czyżbyście mieli zajęcia w cyklach dwutygodniowych? Oraz jak liczne są grupy?

    ReplyDelete
  3. Oj, coś czuję, że karate przegrywa w rywalizacji z kendo.
    A Dziadek ma jeszcze kilka innych ulubionych tematów, o których opowiada z ogromnym zapałem.
    Jaką lekturę poleca Hindus na swoich wykładach ?

    ReplyDelete
  4. Dzień wypełniony po brzegi w nowe wrażenia i przeżycia. Czy zmieści się jeszcze w nim czas na karate? Jeżeli tak to dobrze.

    ReplyDelete
  5. Nie. W tym semestrze dałem sobie spokój i z karate i z kendo - godzina mocnych ćwiczeń o 7 rano wystarczy na cały dzień. A w weekendy może pobiegam.

    Mamy co tydzień ćwiczenia z ekonometrii, co 2 tygodnie (na zmianę) z mikro i makro.

    Zdjęcie sobie zrobiłem, ale tutaj publikować nie będę. Poza tym na tym "przed" i tak nie ma się czym chwalić;]

    Hindus dał nam A4 listę lektur, głównie grube ksiązki, jedną czy dwie chciałbym przejrzeć (Np. "Teoria wartości"). Pytałem go o podstawy filozoficzne rozważań o uzyteczności i wartościah, ale powiedział, że on się zajmuje racjunkiem matematycznym, a nie wartościami, które kierują konsumentem - te mogą byc sobie dla niego jakie chcą. Trochę mnie tym rozczarował.

    ReplyDelete
  6. on nie wie lub nie pamięta,że nie tak dawno Nobla z ekonomii dostał ktoś kto badał właśnie podstawy zachowań konsumentów, ich wartości oraz racjonalne lub nieracjonalne wybory.rachunek matematyczny jest tylko wynikiem lub opisem zjawisk którrych podstawą w ekonomii są własnie decyzje i wybory konsumentów. i myślę, że ta ścieżka jest bardziej interesująca, ale musisz posłuchać tez opowieści tych co wybrali nieco nudniejszą drogę...

    ReplyDelete