Sunday, February 7, 2010

Sobota w Londynie

Londyn przywitał mnie chłodno. To znaczy po angielsku. Błąkałem się po Reagent’s Street wśród nielicznych o tej porze przechodniów i zakupowiczów, szukając wyszukanej w Internecie wystawy fotograficznej. Nawet taksówkarze, którzy znają w mieście każdy zakręt (bo w Londynie każdy zakręt ma swoją nazwę), nie potrafili mi pomóc.

Zrezygnowany pojechałem na Holborn, żeby odwiedzić Sloane’s Museum. Kiedy spośród różnych możliwości spędzania czasu w Londynie wybieramy mało znane muzeum, to znaczy że coś jest nie tak – z nami. Wszedłem z lekkim niepokojem, że kolejną godzinę przemęczę, zanim w południe spotkam się z Wan Yung. Na szczęście znowu byłem w błędzie.

Sir John Soane to XVIII-wieczny architekt, który po studiach w Anglii i podróży-nauce po Włoszech osiadł w Londynie, gdzie gromadził swój książkowy (niektóre pomieszczenie przypominają bibliotekę, książki goszczą w jadalni, salonie gościnnym, piwnicy) i malarski (niektóre pomieszczenia mają podwójne ściany, które otwierają się niczym tryptyk) i stopniowo upubliczniał swój dom jako dzieło sztuki i źródło inspiracji. Kiedy na kontynencie szalała Rewolucja Francuska, a klasyczne piękno włoskich zabytków przykrywał wojenny pył, Soane zgromadził w swoim domu najróżniejsze elementy antycznej architektury: kapitole, rzeźby, dekoracje, reliefy, posążki i stłamsił je wszystkie w jednym pomieszczeniu, aby intensywność – niczym obrazowy słownik dla młodych artystów – stymulowała wyobraźnię. Nad wszystkim góruje posąg Apolla, patrona sztuki. Soane zburzył pół ściany, żeby go wnieść pod swój dach. Podobnie zresztą zrobił, gdy nabył sarkofag faraona Setiego I, ojca słynnego Ramzesa II. Przebudowywał swój dom niemal bez przerwy, raz to dokupując sąsiedni blok, innym razem dobudowując od frontu loggie czy dodając do pomieszczeniach lustra.

Właśnie lustra są jednymi z najbardziej charakterystycznych elementów tego domu. Zwierciadła płaskie wypełniają przestrzenie pod sufitem, dając złudzenie kolejnych pomieszczeń skrytych przed wzrokiem gości. Okrągłe, wypukłe tafle dają zaskakujące, choć czasem niepokojące refleksy światła. Poza tym wszystkie one sprawiają, że dom wydaje się dwa razy większy, niż jest w rzeczywistości.

Całego geniuszu, na którym opiera się rozplanowanie tego domu, opisać nie sposób: perspektywa przestrzeni, która ukazuje z różnych miejsc jest doskonale przemyślana. Kolory są odważne: ciemne bordo w pomieszczeniu reprezentacyjnym, słoneczna żółć w salonie dla gości. Najbardziej niesamowite jest jednak oświetlenie: Soane tak zaprojektował pomieszczenia, że światło wpadające do środka ma różny kolor w zależności o pory dnia i pogody!


Przechadzałem się później ulicami Londynu. Bywa, że kiedy odwiedzasz się starych znajomych, w mgnieniu oka czas znika i jest tak, jak gdybyście się rozstali ledwie wczoraj. Czułem się podobnie. Chociaż minęło wiele miesięcy, mijałem wciąż te same bary, sklepy, budki z biletami, obsługę metra, bezdomnych, turystów, ludzi napływających nocą do tętniącego życiem centrum. Mijałem ludzi – nie tych samych, ale takich samych. Londyńczycy chyba się nie zmieniają.

I to jedno tylko mnie olśniło – że Londyn naprawdę jest wielki. W porównaniu z Oxfordem prawdziwie wyrasta na stolicę imperium. Dlaczego nie widziałem tego podczas wizyt z Egham? Czy to baśniowy Oxford pomógł mi odkryć londyński majestat? Nie wiem. Może to znak utraconego dziedzictwa, bo wiem, że nie będę już w Londynie tak często, jak kiedyś. A może po prostu dlatego, że zmieniłem okulary…

Na koniec kilka impresji: 

http://picasaweb.google.com/gitano.de.sacromonte/LondonRevisited#

5 comments:

  1. Piękna refleksja. Tak to jest gdy po czasie wracamy do starych miejsc.

    ReplyDelete
  2. Piękne wrażenia, których nie każdy dozna, jeżeli szuka czegoś innego w życiu. Opisałeś z dużą dozą znawstwa i wrażliwości.

    ReplyDelete
  3. Chyba zawsze jest tak,że gdy gdzieś zostawiamy mimo wszystko jakąś cząstkę siebie. Zawsze się wraca z rozrzewnieniem do mile spędzonych chwil i tych lat, które już się nie powtórzą. Sadzę, ze byłby to fajny artykuł mimo wszystko do Turystyki- miejsca których się nie zapomina łącznie z twoimi wczesniejszymi wspomnieniami!Styl świetny!

    ReplyDelete
  4. Zdjęcia, zwłaszcze niektóre, świetne, ale oddają klimat Londynu, jakiego nie znam. A może właśnie takie jest to miasto w lutym ? Trochę nostalgiczne, trochę melancholijne - inne od wakacyjnego tłoku i gwaru.

    ReplyDelete
  5. Świetne zdjęcia! Szczególnie cała seria impresji z metra :) fantastyczne.
    Zachęcona opisem na pewno udam się do Sloane’s Museum. Inspiracji nigdy dość...

    ReplyDelete