Tuesday, February 16, 2010

Czwartek

„Angielska pogoda” – cóż to znaczy? Myślisz pewnie o zamglonym wilgotnym Londynie, gdzie w kałużach odbijają się światła czarnych taksówek, a parasolowe pielgrzymki nieskutecznie zaklinają nie kończącą się mżawkę…albo widzisz Brighton, letnią Mekkę plażowiczów na południowym wybrzeżu, w chłodny, zachmurzony lipcowy dzień?

Jest pierwsza i jak zawsze ruszamy na High Street do Olives. Wizja ciepłej bagietki pokrzepia, bo po kilku metrach mamy już włosy przyprószone śniegiem i mocniej zapinamy płaszcze. Wszędzie wokół prószy śnieg i odległe budynki widać jak przez mgłę. Na przystankach stoją ludzie o ściągniętych twarzach – niezadowolenie miesza się na nich z niedowierzaniem – przecież zima już się chyba skończyła?



Kwadrans później wracam przez Broad Street. W kałużach odbijają się czyste niebieskie niebo i lśniące w przejrzystym powietrzu college. Nie ma śladu śniegu, twarze przechodniów się rozchmurzyły i wszystko wygląda piękniej.



Ciekawe, czy na wieczór będzie padał deszcz…

1 comment: