W ekonomii występuje pojęcie efektu gapowicza. Polega on na tym, że są pewne dobra lub usługi, których koszty ponoszą jednostki, a zyski dzielą całe grupy. Przykład: organizowanie przyjęcia urodzinowego. Po zajęciach poszliśmy z Giovannim i Igorem na zakupy, a potem od siódmej do wpół do dziesiątej przygotowywaliśmy kolację. Na koniec prawie godzinę zmywaliśmy. Pozostałe 10 osób miło spędzało czas i wyrażało uznanie dla naszych potraw. Na tym właśnie polega efekt gapowicza. Ekonomia zwykle określa takie zachowania jako negatywne i rzadko występujące w stanie równowagi (czyli takim, który może trwać bez końca). Czy rzeczywiście?
Podstawowe kursy mikroekonomii opisują zwykle interakcje jednorazowe lub dwukrotne. Problemy, które pojawiają się w umysłach studentów w związku z przepaścią, która dzieli taką teorię od rzeczywistości pozostawia się na boku. Jednak istnieją też bardziej rozbudowane modele, które biorą pod uwagę efekt budowania reputacji, sygnalizowania swoich preferencji czy nawet wpływania na preferencje innych poprzez własne działania. Biorąc to wszystko pod uwagę, możemy zredefiniować „czarną robotę”, którą wykonaliśmy razem z Giovannim i Igorem jako niegłupie zagranie i tylko trochę ryzykowną inwestycję w przyszłość. Ale zaraz! – zawoła ktoś z tylnego rzędu – daliście się porobić i chcecie to ubrać w ładne słowa, żeby się usprawiedliwić? Przyjrzyjmy się temu bliżej:
- Nie da się ukryć, że samo gotowanie, pomimo „kosztu” czasu, dało nam niemałą satysfakcję. Zwłaszcza kiedy goście również wyrazili swoje uznanie.
- W dłuższej perspektywie możemy mieć nadzieję (chociaż tutaj wchodzi w grę ryzyko), że takie spotkanie się powtórzy – zwłaszcza, że wszyscy dziś żegnali się raczej zadowoleni – i wtedy to my wystąpimy jako goście! I na pewno nie będziemy zmywać…
- Giovanni zapewne zostanie zapamiętany jako autor pysznego risotto, a ja jako ten, który upiekł smaczne ciasto bananowe.
- Trudno to sprawdzić, ale można zaryzykować stwierdzenie, że atmosfera przy stole (jadalnym i bilardowym) była inna od tej, jaka zwykle panuje w głośnym pubie. Czy lepsza? Nie wiem, ale myślę, że i tak warta naszego wysiłku.
Widzimy więc, że zachowanie naszej trójki nie było ani czystą zachcianką, ani przejawem powiedzenia „zastaw się a postaw się”. Ostatecznie – tutaj ekonomia i zdrowy rozsądek mówią jednym głosem – gdybyśmy wystarczająco nie cenili tego spotkania i efektów naszej pracy, to po prostu byśmy tego nie robili. W tle czyha jeszcze jedno założenie, pozornie niewinne ale jednak kluczowe: podświadomie zakładaliśmy, że mamy do czynienia z osobami racjonalnymi. Tylko wtedy powyższe stwierdzenia (i co więcej – nasze oczekiwania) mają rację bytu. Jeśli bowiem każdy z gości wychowałby się w kulturze, która posługuje się inną logiką i wymusza działania, które dla nas wydają się nieracjonalne, to z naszych oczekiwań pozostałyby nici.
Ekonomia ma jednak to do siebie, że im bardziej stara się odzwierciedlić świat rzeczywisty, tym bardziej się gubi. Wstrzymajmy się więc z prognozami przyszłości i poczekajmy na to, co przyniesie jutro.
Ciekawy pomysł na kompozycję i niezłe wykonanie.
ReplyDeleteAle, ale! Zaniepokoiło mnie zdanie:
"Ekonomia ma jednak to do siebie, że im bardziej stara się odzwierciedlić świat rzeczywisty, tym bardziej się gubi",
bo jeśli nauka społeczna, jaką jest ekonomia, nie miałaby zmierzać w stronę rzeczywistości – to dokąd?
1/ Czy Igor tylko zmywał czy też coś przygotował ?
ReplyDelete2/ Co było do picia ?
3/ Czy zmywaliście w czasie kiedy pozostałe osoby jeszcze siedziały i miło spędzały czas ? Dlaczego nie po ich wyjściu ?
PS Ktoś niedawno otrzymał Nobla z ekonomii za badanie nieracjonalnych zachowań konsumentów, które w ekonomii okazują się istotne i słabo podlegają matematycznym wzorom. Nie wiem czy ktoś inny nie bada racjonalności zachowań gości. Ale ci Wasi zachowywali się - dla mnie - bardzo racjonalnie.
Jak brzmi po angielsku zwrot: efekt gapowicza ?
ReplyDeleteI jeszcze jedna prośba: czy kiedyś taki lub podobny wpis na blogu moglibyśmy ( spróbować ) przeczytać ( również jako tłumaczenie ) po angielsku ?
ReplyDeleteekonomia wydaje się nie brać pod uwagę jednego czynnika.
ReplyDeleteprzyjemności.
bo tę trudno zmierzyć, a ponadto różnie wpływa na ludzkie zachowania.
a czy to nie przyjemne patrzeć na roześmiane twarze znajomych, dla których coś ugotowaliśmy?
i bardzo niewymierne;)
Efekt gapowicza to po angielsku "freerider effect" (niepoprawinie tłumaczony jako "efekt wolnego jeźdźca", jak mówi nam Wikipedia). Właściwie łatwiej by mi to było pisać po angielsku, bo inaczej muszę sie sekundowac tłumaczeniem z Wikipedii przy każdym pojęciu ekonomicznym.
ReplyDeleteIgor nie zmywał, ale pomagał w przygotowaniach kolacji.
Do picia ludzie znieśli różne rzeczy - ten i tamten przyniósł wino, Irem zrobiła jakieś drinki (mojito z ostrężynami! bo w Saintsbury nie było mięty...), Mahmud przyniósł dużo Fanty i Coli...
Zaczęliśmy zmywać jaki pierwsze osoby zaczęły się zbierać. Sam tego nie lubię, ale jakoś tak wyszło, że dziewczyny zaczęły znosić talerze i zmywanie samo ruszyło...
Ekonomia nie bierze pod uwagę przyjemności? to tak jakby powiedzieć, że teologia nie bierze pod uwagę wiary;] Jednym z podstawowych słów-kluczy w teorii ekonomii jest użyteczność (utility), której największym bodaj filarem jest właśnie przyjemność (w sensie nieco mniej dosłownym niż myślimy o niej na codzień). Teoria mikroekonomii zakłada, że przyjmując jako dogmat aksjom o ujawnionych preferencjach (revealed preferences), możemy wnioskować o preferencjach (czyli tym, co poszczególnym jednostkom daje uzyteczność-przyjemność) na podstawie dokonywanych przez nich wyborów i działań. A zatem: co ma piernik do wiatraka? To mianowicie, że trzymając się wspomnianych wyżej założeń (co w dzisiejszych czasach i przy obecnym stanie badań coraz bardziej przypomina trzymanie się przez tonącego brzytwy...) konkludujemy, że posprzątanie po gościach dało mnie i Giovanniemu więcej satysfakcji (jako dobrym gospodarzom)niż zagonienie gości do garów i trochę więcej czsau wolnego.
Aha, do Staszka: teoria ekonomii zdaje się nieco wsobna (oczywiście problem polega na tym, że są "różne szkoły", które niekoniecznie dążą do jedności). Frydman i Goldberg w swojej książce "Ekonomia Wiedzy Niedoskonałej" ['Imperfect Knowledge Economics'] mówią, że kalibracja, czyli wdrożona w latach 80' przez Kydlanda i Prescotta metoda analizy i oceny modeli makroekonomicznych, została użyta w ich bardzo znanym artykule na temat realnych cykli koniunkturalnych właśnie dlatego, że przez LATA tradycyjne ekonometryczne metody analizy ODRZUCAŁY ich model!
ReplyDeletePodobnie sprawa ma się z założeniem racjonalnych oczekiwań: zarówno wobec jednostek, jak i przekonań jednostek odnośnie wszystkich innych uczestników rynku. Wszyscy wiedzą, że nie odzwierciedla rzeczywistości, ale fajnie upraszcza modele i daje ładne równania, poza tym przez ostatnie 30 lat to na niej budowano i udoskonalano kolejne modele, więc...trzyma się mocno;]
W jakim więc sensie napisałeś, że ekonomia tym bardziej się gubi, im lepiej stara się odzwierciedlić świat rzeczywisty?
ReplyDeleteA czy efekt gapowicza można również przenieść na grunt ogniska domowego, ale tu chyba oprócz wszystkich racjonalmnych, ekonomicznych i wielu innych przesłanek jest najważniejsza przesłanka miłości i poświęcenia.tylko czy najczęściej gapowiczami muszą być te same osoby?
ReplyDeleteok, poszukałam i znalazłam.
ReplyDeletefaktycznie ekonomia zalicza przyjemność do użyteczności, chylę czoła.
tym niemniej jednak troszkę mi się to gryzie z definicjami, bo użyteczny to "przynoszący pożytek, potrzebny do czegoś", a przyjemność jest czysta, nie musi być z niej pożytku, zero nuty wyrachowania.
przyjemność z patrzenia na roześmiany twarze znajomych podczas kolacji nie jest, o ile mi wiadomo, potrzebna, nie przynosi pożytku sama w sobie - stąd moja uwaga, że trudno to wszystko zmierzyć.
ale to tylko takie moje MISIE(wydaje) ;-)
Ach, to kolejny sygnał, że pisanie po angielsku rozwiązałoby wiele trudności (i zwiększył zasięg bloga^^).
ReplyDeleteMariposa, problem polega na tym, że polskej uzyteczności odpowiadają dwa angielskie słowa: "utility" oraz "usefulness". Ja piszę o pierwszym, Ty mówisz o drugim. Ekonomiczna użyteczność może, ale nie musi, mieć nic wspólnego z pragmatyzmem. Jest zależna tylko od osobistych preferencji jednostki. Tyle jeśli chodzi o teorię. Jak pisałem, tradycyjnie przyjmuje się preferencje za niezmienne. Obecne badania empiryczne wskazują, że jak każe sądzić zdrowy rozsądek, taka stałość jest bzdurą.
Asiu, ekonomia stosowana do rodziny potrafi rodzić kosmiczne teorie...zamiast miłości pojawiają się tam słowa "kontrakt", "bodźce do pozostania lub rozejścia się" i oczywiście osobista "użyteczność" każdej ze stron. Więc lepiej niech sobie ekonomia grzebie przy firmach i cenach...
Ładne wytłumaczenie sensu ekonomicznej użyteczności. Powinienem zapamiętać. ;-)
ReplyDeleteDla dalszego sprecyzowania: "actual preferences" to jest to, co ludzie wybierają w rzeczywistości (zgodnie z danymi uzyskiwanymi z różnych źródeł), a "metapreferences" to jest to, co chcieliby wybierać – czy tak?
Jeśli chodzi o ekonomiczne podejście do rodziny, to obawiam się, Wojtku, że liczba rodzin, w których dominuje bezinteresowna miłość, jest o wiele, wiele niższa, niż byśmy chcieli. Dużo jest takich związków, w których to rzeczywiście kontrakty i korzyści przeważają. Co oczywiście nie przeczy temu, iż ekonomiści na pewno nieraz przesadzają w swoim redukcjonizmie (skądinąd przecież w pewnym sensie niezbędnym, aby prowadzić badania naukowe).