„Formal hall” to oxfordzkie określenie na formalną kolację. Prawie każdy college ma swoje własne zasady dotyczące czasu, ubioru, przebiegu takiej kolacji. Niektóre, jak Christ Church, wybijają się wysoko ponad inne swoją elitarnością i elegancją (lub, jak mówią niektórzy: snobizmem) – tam wieczorny posiłek spożywa się w garniturach i togach (gown), przy długich stołach oświetlonych światłem świec. Tak jak w Harrym Potterze (bo właśnie tutaj kręcili sceny w wielkiej jadalni). Inne college są dużo mniej restrykcyjne – czasem trzeba mieć tylko togę (gown), nawet jeżeli pod spodem jest Tshirt. W Balliol natomiast obowiązuje ubiór elegancki, ale bez zakładania togi. Częściej jednak wygląda to jak smart-casual.
Posiłki takie są dobrą okazją, żeby wymienić ze sobą nie tylko kilka słów na „dzień dobry”, ale też opowiedzieć coś o sobie, porozmawiać na ciekawy temat albo po prostu pożartować. To wszystko, na co na co dzień nie ma zbytnio czasu (bo rozmowy takie zamykają się w wąskim kręgu współlokatorów danego korytarza).
Wtorek wieczór, siedzimy w czwórkę w wielkie jadalni college’u Balliol. Koło mnie Chang, naprzeciwko Elwin, obaj studiują ze mną ekonomię. Jest z nami jeszcze Paolo, z Włoch. Wiedziałem już, że jego pozycja w świecie fizycznym musi być nie byle jaka, bo przecież nie każdy jeździ do Stanford przeprowadzać eksperymenty. Okazało się jednak, że pobyt w Stanfordzie był częścią czegoś większego. Okazało się, że Paolo pracuje dla CERN’u, Europejskiej Organizacji Badań Jądrowych. A konkretnie – związany jest z eksperymentami przeprowadzanymi w Wielkim Zderzaczu Hadronów (LHC, Large Hadron Collidor), największym akceleratorze cząsteczkowym na świecie.
To naprawdę niezwykłe mieć przed sobą kogoś o takim życiorysie i słuchać, jak krytykuje on gotowanie spaghetti w wykonaniu Elwyn’a. „Widziałem, jak gotował makaron…” powiedział Paolo załamanym głosem, po czym ukrył twarz w dłoniach. „Zalał gorące spaghetti zimnym sosem! I do tego wymieszał pesto z pieczarkami!”. Ani ja, ani Chang nie wiedzieliśmy, dlaczego pesto z pieczarkami jest ontologicznie gorsze niż samo pesto, ale skoro Paolo tak mówi, to tak już pewnie jest: w tonie jego głosu dało się wyczuć nutkę świętego oburzenia. To pewnie tak samo, jak gdyby ktoś zrównał polski razowiec z angielskim „chlebem” tostowym…
Ciekawe środowisko, ciekawi ludzie, ważne doświadczenie życiowe.
ReplyDeleteA czy i na jakich zasadach możesz być zaproszony na formal hall do innego college'u, czy też z zasady spotykacie się w ramach tego samego, swojego college'u ?
ReplyDeleteP.S. Ja ostatnio zrobiłem odwrotnie niż Elwyn i nawet go trochę rozumiem.Może po prostu się spieszył. Zalałem gorącym sosem zimne już spagetti. Nie było może doskonałe, ale też wcale nie takie złe.W sumie dobrze, że Paolo tego nie widział.(Mama też)
Ale najważniejsze , że smakowało nawet jeśli włoskie "rygory" przygotowania pasty zostały złamane.Wydaje mi się, że to bardzo miły zwyczaj i niezłe towarzystwo nawet do kurtuazyjnej pogawędki. No i oczywiście ile można przez dwa lata nawiązać ciekawych znajomości, tylko studentek nie widzę????
ReplyDeleteI jeszcze jedna refleksja. Wojtek na normalnej kolacji w garniturze i krawacie; jeszcze 3 lata temu założyłbym o każde pieniądze, że to po prostu niemożliwe ( ang. impossible, niem. unmoeglich ). Takie rzeczy określał jednym precyzyjnym słowem: suchar! A tu proszę, jak łatwo możnaby stracić fortunę ( wniosek: hazard nie popłaca).
ReplyDeleteBardzo mi sie podoba idea 'formal hall'. Może udałoby się ją przenieść na grunt ojczysty, domowy. Zaproponuję to jutro rano Beacie. Wpadniecie?
ReplyDeleteMaciek, ale jak już to wprowadź przy kolacji najwyższe standarty - te z Christ Church. Wszyscy w togach, a kolacja i rozmowa przy świecach. Przy przenoszeniu tej miłej tradycji na grunt domowy nie zapomnij o wyznaczeniu jednego, tego samego dnia w tygodniu. Moglibyśmy go sobie odnotować i wpadać na taką kolację regularnie, bez oddzielnych, specjalnych zaproszeń. Super pomysł !
ReplyDeletePieczarki do pesto...
ReplyDeletePonoć samo pesto jest wystarczająco dobre by cokolwiek do niego dodawać.
Kolacja to fajny pomysł na szeroko pojętą socjalizację i zapewne niezły stymulator do prowadzenia mniej lub bardziej intelektualnych dysput.
Nie zapomnijcie o przyjęciach! (Lan party w togach?)