Tuesday, November 3, 2009

NOM vs Tridentina

1962-1965. We współczesnej historii Kościoła Katolickiego to istotne lata. Na czas ten przypadł Sobór Watykański II, zgromadzenie biskupów z całego świata, które pod przewodnictwem ówczesnego papieża, Pawła VI, radziło, w którym kierunku powinny zmierzać i jaką formę przybrać zmiany konieczne do przeprowadzenia wewnątrz Kościoła.

Perspektywa ostatniego półwiecza daje wielu krytykom podstawy do bardzo ostrej oceny nie tyle samego soboru, co reform przeprowadzonych w jego skutek. Sam Kościół przyjął te zmiany bardzo różnie: od radykalnego sprzeciwu, który przerodził się w świadomy i jawny bunt (słowa kluczowe: Marcel Lefebre i Bractwo Kapłańskie Świętego Piusa X) po radosną akceptację ożywczego „ducha Soboru” i zmian, jakie przyniósł.

Dziś powiemy kilka słów o liturgii.

1. Starsi czytelnicy pamiętają niewątpliwie, że kiedyś oprócz czytania i niektórych śpiewów językiem mszy świętej była łacina. Pamiętają też, że ksiądz odwrócony był w stronę ołtarza, a cały obrządek miał charakter wiecznego, niezmiennego od wieków, rytuału. Świętą przestrzeń domu Bożego wypełniała zwykle modlitwa, surowe kazanie lub polifoniczny chorał.  

2. Młodsi czytelnicy natomiast zetknęli się pewnie z mszą dla młodzieży, gdzie wpadające w ucho, przyjemne melodie „rozpalają” zmysły (wiary, jak twierdzą niektórzy, emocji, jak mówią krytycy), a konkluzja jest nierzadko radosna – Bóg nas kocha, zawsze i mimo wszystko, więc i wszystko nam wybaczy. Niedzielna Eucharystia to spotkanie – z Bogiem i współmiernymi – i źródło duchowej „mocy” (lub, jak się ostatnio modnie mówi: „ładowanie akumulatorów”) na cały nadchodzący tydzień. Pamiętają też może z czasów dzieciństwa „piosenki z pokazywaniem”, którymi księża próbowali zająć maluchy podczas mszy lub proste (niektórzy dodają: prostackie) kazania, które łatwym językiem miały tłumaczyć najmłodszym uczestnikom podstawowe prawdy naszej wiary.

Dlaczego o tym piszę? Powszechna percepcja ostatnich 40 lat i zmian, które zaszły w tym czasie to przejście od zakurzonego, zniszczonego zębem czasu obrazu mszy nr 1 do tętniącego życiem, pełnego ducha i żywej, by nie rzec: spontanicznej wiary (w przeciwieństwie do „skostniałego rytu) obrazu mszy nr 2. Niestety, diabeł tkwi w szczegółach. Weźmy kilka przykładów:


Oczywiście nie oznacza to, że wszystkie msze są sprawowane w ten sposób. Nie oznacza to też, że msza Novus Ordo Missae (czyli msza w nowym, posoborowym rycie) jest gorsza właśnie z powodu kilku przykrych przykładów. Natomiast sam fakt, że takie msze w ogóle mają miejsce świadczy na niekorzyść zmian i sugeruje, że liturgia i sama msza straciła swoją powagę, centralną rolę w życiu kościoła i przynależną jej świętość. Logiczna konkluzja każe sądzić, że zmiany liturgiczne podczas ostatniego soboru były złe. Do niedawna sam tak sądziłem.

Sytuacja jest jednak bardziej skomplikowana. Tak się składa, że między uchwałami biskupów a faktycznym wprowadzeniem ich w życie zaszła istotna różnica (wielu mówi dziś: wypaczenie) i zamiast liturgicznej ewolucji nastąpiła rewolucja (słowa kluczowe: Annibale Bugini oraz reforma liturgiczna w latach 70-tych). Niektóre efekty tej rewolucji pokują zdjęcia powyżej.

Nie jestem uprawniony bądź kompetentny, ażeby przeprowadzić obiektywną krytykę przemian, w trakcie których dorastałem. Ale właśnie z tej racji, że osobiście, tak jak wielu z was, przechodziłem przez nie i na własnej (duchowej) skórze doświadczałem najróżniejszych wersji liturgii, od „starych” mszy trydenckich, gdzie kazania wzbudzają bardziej poczucie winy niż zadowolenia, przez msze-nacjonalizmy, na których ochoczo powiewały polskie flagi, a „Barka”, brzmiąca jednym głosem z wszystkich piersi, wyciskala z oczu łzy, przez msze-domówki na stole w kącie jadalni, wielotysięczne msze-widowiska na ogromnych polach „pod rybą”, zdziecinniałe msze dla dzieci, wysokoenergetyzujące msze dla młodzieży po msze w nowym rycie celebrowane pięknie w zgromadzeniach zakonnych. Każdy z nas inaczej odbiera zapewne wymienione wyżej „typy” mszy, ale nie chodzi tu o subiektywne wrażenie estetyczne, a o teologiczny ich sens. W tej kwestii tylko pierwsza i ostatnia wchodzą w rachubę – pamiętajmy bowiem, że msza jest dla Boga, nie dla nas.

W tej dziwnej alternatywie nigdy nie umiałem pogodzić teologicznej wyższości, którą dostrzegałem w mszy według dawnego obrządku, z przyzwyczajeniem do rytu, w którym wyrosłem, który znałem i rozumiałem, ceniłem i kochałem.

Kończę już, bo dochodzimy do sedna: dzisiejszej niedzieli uczestniczyłem w Eucharystii, która była dla mnie idealnym – powtarzam: idealnym – połączeniem obu światów. Mszy, która była bez cienia wątpliwości najdoskonalszą mszą w nowym rycie, jaką tylko potrafię sobie wyobrazić. Z całym szacunkiem dla moich dotychczasowych mistrzów liturgii, dominikanów: ich liturgia nie ma w sobie takiej świętości, co ta, którą przeżyłem dziś w oxfordzkim kościele. Może to dlatego, że Novus Ordo Missae z definicji nie ma takiej mocy, co ryt trydencki?

3 comments:

  1. Łoj, czy msza rzeczywiście nie jest dla nas? Bardzo ryzykownie mi brzmi ta teza...

    Ogólnie – jak zawsze dobrze się Ciebie czyta (a w tym wpisie nawet lepiej), ale mam nadzieję, że pozwolisz mi odnotować pewne rozdarcie: między własnym doświadczeniem a obiektywnym oglądem (oczywiście nigdy niedającym się w pełni zrealizować). Czy nie jest tak, że w tym poście na podstawie pierwszego formułujesz wnioski, które powinien przynieść raczej drugi? Zderzasz wszakże najlepsze cechy dawnej liturgii z najgorszymi cechami nowej – trochę jak czytany przez nas już Dostojewski, który realnemu katolicyzmowi przeciwstawiał idealne prawosławie. :-)

    ReplyDelete
  2. Czy warto się zajmować tak skomplikowanymi problemami Kościoła rzymsko-katolickiego, gdy 80-90% biskupów i księży nie podporządkowuje się "dyrektywom" Watynkanu lub postanowieniom soborowym?

    ReplyDelete
  3. Piękny temat, wręcz na specjalne seminarium. Każdy może postrzegać to trochę inaczej, ale wymiana opinii uczy i inspiruje również do otwarcia się także na doświadczenia innych.
    Czy w najbliższą sobotę jest tan wieczorna msza?

    ReplyDelete