Na pierwszy rzut oka
Kuchnia włoska – spaghetti i pizza. Kuchnia francuska – bagietki i sery. Kuchnia polska – schabowy i bigos.
Kuchnia brytyjska…Chicken tikka masala! Jeśli ktoś sądzi, że typową angielską potrawą jest fish’n’chips (ryba z frytkami), to musi szybko zorientować się w nowej sytuacji.
W latach ’80 ubiegłego wieku indyjskie restauracje w Londynie wymyśliły przepis, oparty o typową indyjską potrawę ‘chicken tikka’, czyli curry z kurczaka. Recepturę zmieniono do tego stopnia, że stała się odrębnym daniem, którego ze świecą szukać w ojczystych Indiach.
Prawdziwa tradycja
Typowe brytyjskie jedzenie nie jest szczególnie znane za granicą (ani szczególnie popularne w samym królestwie). Nie znaczy to jednak, że jest niedobre – wręcz przeciwnie! Przed Wami trzy przykłady tradycyjnej brytyjskiej kuchni:
1. Cornish pasty – historia Kornwalii, południowo-zachodniego półwyspu Anglii, mówi o nich następująco: kiedy górnicy wybierali się na długie dniówki pod ziemię, dostawali od żon przygotowany posiłek. Musiał być praktyczny i sycący, wytrzymać spartańskie warunki pracy w kopalni i stanowić jednocześnie obiad i deser. Jak spełnić te wymagania? Kornwalijskie żony miały głowy na karku i zaczęły wypiekać wielkie pierogi, wypełnione kawałkami wołowiny, plastrami ziemniaków, kawałkami rzodkwi i cebuli. Ciasto było cienkie ale wytrzymałe, zaś krawędź, która spinała oba brzegi pieroga – twarda. Tak twarda, ażeby ‘pasty’ wytrzymało upadek z krawędzi szybu górniczego. Późniejsza tradycja dodaje, że na jednym z rogów znajdował się słodki deser: dżem lub konfitura z owocami. Co więcej, każda żona znaczyła swój wypiek inicjałem męża. Często bywało bowiem tak, że duże ‘pasty’ służyło jako śniadanie i obiad zarazem, a w ten sposób łatwo było odszukać swój własny posiłek.
Najlepsze Cornish Pasty są naturalnie w Kornwalii. Ja swoją pierwszą kosztowałem w miasteczku Tintagel, nieopodal ruin zamku, które jedni uważają za dawną siedzibę króla Artura, inni – za twierdzę króla Marka z ‘Tristana i Izoldy’. Niewiele gorsze ‘pasties’ napotkałem na północy, Anglii, w okolicach Lake District. Najlepiej jeść te świeżo wypieczone, nawet, jeśli oznacza to kilka minut dodatkowego czekania. ‘Pasties’ znajdziemy też naturalnie w każdym większym mieście: charakterystyczne logo pirata to znak firmowy „West Cornish Pastie”.
Cena: 2.70 funta średnia, 3.20 duża.
Miejsce: (najbliższe) w holu głównym na stacji Liverpool Street lub Victoria Station w Londynie.
2. Steak and ale pie – czyli tradycyjne angielskie danie. Składają się na nie kawałki wołowiny w gęstym sosie na bazie piwa pieczone w kruchym francuskim cieście. Obok puree ziemniaczane i zielony groszek. Dość popularne (z pewnymi odmianami) zwłaszcza w tradycyjnych pubach. Osobiście polecam „The Anchor”, miejsce o korzeniach sięgających XVI wieku. Mieści się nieopodal London Bridge, gdzie z tarasu na piętrze w pogodny dzień roztacza się majestatyczna panorama City, czyli dzielnicy finansowej, oraz samej Tamizy i sunących po niech wycieczkowych statków.
Cena: ok. 12 funtów
Miejsce: The Anchor, Park Street 34 (między London Bridge a Tate Modern)
3. Haggis – W Szkockich dolinach, naznaczonych przez wieki krwią przelaną w bitwach między klanami, mieszczą się teraz wioski i niewielkie miasteczka, ciągną się drogi o malowniczych widokach. Czasem jednak tylko ścieżki wydeptane przez wędrowców jak nić Ariadny prowadzą do położonej wśród bezkresnej równiny gospody. Kingshouse Hotel to szczególne miejsce – w promieniu 20 km nie ma nic oprócz zachwycającej dzikiej przyrody.
Kingshouse hotel jest szczególny także dlatego, że podają tutaj haggis, danie dla Szkotów tak tradycyjne, jak dla Polaków bigos. Wiele osób krzywi się z niesmakiem, słysząc o składnikach i sposobie przyrządzania, dlatego nie będę ich tutaj opisywał. Powiem tylko, że być w Szkocji i nie spróbować haggis to więcej niż błąd. To słuszny pretekst, żeby wybrać się tam jeszcze raz.
Cena: ok. 8 funtów
Miejsce: Kingshouse Hotel, 20km na południe wschód od Glencoe przy drodze A82 (lub 4/5 dzień wędrówki West Highland Way, zaczynając od południa).
Oxford
Oxford natomiast jest, jak pod wieloma innymi względami, nietypowy w stosunku do reszty kraju. Nie widziałem tu dotychczas ani baru, gdzie serwują fish’n’chips (co najwyżej tradycyjnie w pubach), ani zwykłej indyjskiej knajpy. Prawdziwą sławą cieszą się natomiast 2 malutkie sklepiki sprzedające kanapki na ciepło i zimno, przygotowywane na poczekaniu na zamówienie klienta.
1. Alternative Tuck Shop – codziennie ok. 13 otoczony jest kolejką studentów, która nie wychodzi na drugą stronę ulicy tylko dlatego, że obsługa wewnątrz jest nieprawdopodobnie szybka. Na 5 metrach kwadratowych za ladą krzątają się, jak pracowite mrówki, czterej panowie, którzy w mgnieniu oka kroją ciabaty i bagietki, przekładają je wybranym nadzieniem i zawijają w papier, gotowe do odbioru. Przez wiele dni przychodziliśmy tu niemal codziennie, jedni próbując kolejnych smaków z menu, inni wybierając tylko ulubioną kompozycję.
Cena: ok. 3 funty.
Miejsce: róg Holywell Street i Manfield Road
Warto spróbować kurczaka w pikantnym sosie jalapeno albo suszonych pomidorów z kurczakiem i serem.
2. Olives – Sebastien, nasz kolega z grupy, wspomniał kiedyś mimochodem, że w 'Olives' sprzedają najlepsze kanapki w mieście. Jedni sądzili, że przesadza, inni, że jest stronniczy (bo zarówno ‘Olives’ jak i Sebastien pochodzą z Francji), wszyscy zignorowali jego rekomendację. To był wielki błąd. Teraz bowiem nikt z nas nie chadza już do „Tuck shop’u”, który spadł w naszych oczach do rangi fast food’u.
‘Olives’ olśniewa: zapachem już od samych drzwi, widokiem francuskich i włoskich drzemów, konfitur, przetworów czy regionalnych specjałów, pod którymi uginają się półki, olśniewa francuskim akcentem pana, który zwraca się do mnie „monsieur” i uśmiechem Francuzki, która podaje mi kanapkę. Prawdziwym objawieniem jest natomiast jedzenie: na ladzie stoją wielkie miski wypełnione po brzegi gatunkami błyszczących oliwek, w tyle widać różne rodzaje ciabaty i bagietek, a menu wiszące pod sufitem sprawia, że sama wyobraźnia robi się głodna. Można bowiem komponować tutaj własne zestawy kanapkowe: czy połączymy mozarellę z rucolą i szynką parmeńską czy też z kurczakiem i oliwkami? Wybór należy do nas. Możemy jednak zdać się na (doskonały) smak francuzów i zamówić jedną z kilku gotowych kompozycji, które przygotowali na dany dzień. Dlaczego? Bo nie codziennie jest szansa, ażeby w jednej kanapce kosztować tylu smaków, ilu często nie ma nawet 3-daniowy obiad…
Cena: 3 funty
Miejsce: High Street naprzeciwko Examination Schools
Polecam kompozycje dnia w formie półpieczonej bagietki (panini). Zestawy są zaskakujące i niezmiennie przepyszne: kurczak z pesto, rucolą i serem cordon bleu albo plastry wołowiny z topionymi francuskimi serami i pieczarkami.
Nieco droższe i jeszcze lepsze (choć wydawać by się mogło, że smaczniej już być nie może) są bagietki dnia: za ok. 4,5 funta otrzymujemy feerię smaków w świeżym francuskim pieczywie.