Wczoraj zaczął się Wielki Post. I co z związku z tym?
Ronan z Irlandii opowiadał, że najczęstszym postanowieniem wielkopostnym w jego kraju jest nie picie alkoholu. Problem polega na tym, że święto patrona, św. Patryka, przypada właśnie w tym okresie i nie obchodzi się go pijąc herbatę. Dlatego dla wielu Irlandczyków robi sobie jednodniową przerwę w poszczeniu.
Ja natomiast zapisałem się w duszpasterstwie akademickim na „retreat”. Najbardziej przypomina to chyba rekolekcje ignacjańskie (bo też przez jezuitów jest prowadzone), ale nie wymaga od uczestników zamknięcia się w twierdzy życia duchowego. W praktyce wygląda to tak: każdemu przydzielany jest jeden z księży jako przewodnik duchowy, który niczym Oxfordzki tutor 2 razy w tygodniu odpytuje z postępów w modlitwie i kontemplacji (na szczęście bez ocen…). Pomaga też zaplanować codzienne „ćwiczenia duchowe” i nadzoruje, czy idą one we właściwym kierunku.
W moim przypadku jest to ksiądz Fred ze Sztokholmu, z którym spotykam się w czwartek i w niedzielę wieczorem. Zasiadamy wtedy przy małym drewnianym stoliczku i rozmawiamy o tym, co przyniosły mi ostatnie czytania lub modlitwy. Najczęściej widzę jego twarz skupioną, kiedy słucha moich „duchowych wrażeń”.
Czasami coś zasugeruje, czasami dopyta, czasami tylko kiwa głową z ukontentowaniem.
Dotychczas szło mi różnie – czasami trudno było się skoncentrować, czasami budziłem się nad tą samą stroną kilkukrotnie i tylko świeczka* była coraz krótsza. Ale innymi razy czuło się, że wysiłek przynosi duchowe owoce. Trzymam się tego, co powiedział ksiądz Fred: nie mieć zbyt dużych oczekiwać. Zresztą, i tak od Kogoś innego zależy, jak się to wszystko potoczy…
*ta dygresja tak się rozrosła, że przeniosłem ją do osobnego wpisu --> „Kupiłem świeczkę i nielegalnie używam jej w pokoju!”
Co jest tą lekturą ?
ReplyDelete