Tuesday, March 2, 2010

Kraina niekończących się opowieści.

Pan Osman jest fotografem. Dawniej pracował dla National Trust (organizacja zarządzająca parkami narodowymi i zabytkami na terenie Wielkiej Brytanii). Wspomina jeden ze swoich projektów: zamek Mt. St. Michelle na południowo-zachodnim cyplu Kornwalii. Pracowali tam przez tydzień z kolegą – każdego dnia robili 3-4 zdjęcia, czasami nawet 5. Myślicie może, że pan Osman się przejęzyczył? Świat fotografii analogowej różnił się nieco od tego, który znamy, fotografując telefonem czy aparatem, który mieści się w portfelu. Pomiar światła – rozkładanie lamp błyskowych – dobieranie ekspozycji – próbne zdjęcia Polaroidem i ocena efektów – czekanie, aż lampy się wystudzą (do 10 minut) – ponowny pomiar światła ze względu na zmieniające się oświetlenie za oknem – kolejne zdjęcia Polaroidem – poprawa ekspozycji – ostateczne zdjęcie właściwym aparatem. Jedno zdjęcie.

Ja jestem czeladnikiem. Nigdy nie lubiłem tego słowa: „czeladnik”. Zawsze kojarzyło mi się z czymś brudnym, z jakimś wychudzonym chłopcem, umorusanym węglem i spoconym od pracy w warsztacie. Ale moje czeladnictwo wygląda inaczej. Na drugim piętrze muzeum etnograficznego Pitt Rivers jest czyste, przestronne studio fotograficzne. Tam pan Osman dzieli się ze mną swoim wieloletnim doświadczeniem. Dziś dostałem indywidualny, dwu-i-pół godzinny kurs edycji zdjęć. Oprócz Photoshopa (którego w mniejszym lub większym stopniu używają wszyscy fotografowie, z reporterami Reutersa włącznie) widziałem też program Helicon Focus, który pozwala przezwyciężyć ograniczenie ostrości pola [uwaga, mowa techniczna]. Działa na zasadzie łączenia serii zdjęć tego samego przedmiotu. Każde zdjęcie serii ma pole ostrości przesunięte minimalnie dalej w stosunku do poprzedniego. Dzięki temu program korzysta z tej informacji i tworzy jedno zdjęcie, w którym zakres ostrości odpowiada temu, który był zarejestrowany przez całą grupę zdjęć. W ten sposób może stworzyć obraz idealnie ostry od początku aż po horyzont. Jest to szczególnie przydatne w makrofotografii, gdzie głębia ostrości jest niezwykle mała (najwyżej kilka milimetrów) [koniec mowy technicznej].

Jako asystent muszę się najpierw nauczyć, więc podejrzewam, że to pan Osman wyświadcza mi na razie większą przysługę niż ja jemu.

Jest jeszcze coś: magazyn muzeum etnograficznego, zmieszany z garścią bujnej wyobraźni, jest źródłem niekończących się historii, krainą egzotycznych opowieści z miejsc, które samą nazwą budzą ekscytację. Jest opowieścią o życiu ludzkim w nieskończonych formach, o jakich rozwinięta cywilizacja Zachodu już zapomniała. 

3 comments:

  1. Szanowni czytelnicy tego bloga, czy nie zgodzicie się z moim rosnącym przekonaniem, że w opowieściach o zdjęciach i fotografii uczucia i pasja autora osiąga emperaturę wrzenia, przy czym komentarze o współczesnej ekonomii są zaledwie przyjemnie ciepłe ?

    ReplyDelete
  2. W przekonaniu tomek ma rację. Ale świetnie, że autor bloga ma taka pasję. Można pozazdrościć organizacji czasu i umiejętności życia pełna piersią. Czy dla wszystkich doba ma tylko 24 h?

    ReplyDelete
  3. A jak tam trafiłeś i co będziesz robił?

    ReplyDelete