Friday, January 15, 2010

Śniegowe opowieści

Andreas: Ja miałem przygodę ze śniegiem…Heathrow, szósta wieczorem. Siedzimy już w samolocie, a tu nagle komunikat: „przepraszamy, ale dzisiejszy lot jest odwołany; niestety nie mamy w tej chwili wolnego autobusu, który mógłby państwa odwieźć z powrotem do terminalu”. Siedzieliśmy tak, gotowi do odlotu, dwie godziny, zanim nas stamtąd zabrali. Powiedzieli jeszcze, że wszystkie loty zostały odwołane, że żadna inna linia nie kursuje – patrzę za okno a tam: KLM startuje, Lufthansa startuje, tylko BA* nie lata…w końcu wracamy, ale przez kontrolę celną. Pani w okienku pyta, skąd przyleciałem. Co ja jej miałem powiedzieć? Odparłem, że znikąd…(spojrzała na mnie jak na kompletnego debila)…bo odwołali lot. „Czyli że krajem wylotu była Anglia?...”

*British Airways, czyli ichni LOT.

----------------------------------------------------------------------------------

Wracając z zajęć, musiałem przeskakiwać zaspy na skraju drogi. Nie wiem jak osoby na wózkach miałyby przedzierać się przez wysokie na 30cm zwały brudnej mazi. Akurat za zakrętem pojawił się angielski porządkowy, więc pomyślałem, że zapytam go, kto tu dba o porządek.

- Kto jest odpowiedzialny za odśnieżanie chodników?
- Nikt.

Żart? Może niedokładnie się wyraziłem.

- Jak to nikt? W kraju, w którym wszystkim rzeczom przypisana jest odpowiedzialna za nie osoba, chodniki mogą leżeć tak beznadziejnie zaśnieżone?
- No niestety tak jest.
- A rada miasta? To nie do niej należą publiczne chodniki?
- Rada miasta ma obowiązek odśnieżać drogi, przede wszystkim te główne.

Faktycznie, droga była czarna, sucha, bez grama śniegu.

- Naprawdę nic się nie da z tym zrobić? Rozmawiałem z kolegami, zagraniczni tak jak ja, każdy byłby chętny trochę pomachać szuflą, bo denerwuje nas to, jak te chodniki wyglądają…niechby rada miasta kupiła kilkadziesiąt szufli, rozdała college’om, a ochotnicy by się znaleźli.
- Mnie się wydaje, że by się nie znaleźli, ale zniknęli, i to razem z łopatami…

Anglia. Kraj wysokiego zaufania społecznego.  

- A czy to prawda, że mogą mnie pozwać do sądu za odśnieżanie?
- Nieeee, to się nie zdarza. Jest przepis, który mówi, żeby nie odśnieżać na własną rękę, bo jeżeli pogorszy się przez to faktyczny stan drogi, to bierze się za to odpowiedzialność. Ale to jest głównie przeciwko takim, którzy próbowali usuwać śnieg wrzątkiem…wiesz, brali wiadro z gorącą wodą, polewali, a potem „o-o!”, bo się zorientowali, że zamarzło…a co do rady miasta, to nic nie zrobią, bo odśnieżanie chodnika nie jest „absolutnie konieczne”. Jak się przewrócisz i będziesz chciał ich pozwać, to odpowiedzą, że nie byłeś wystarczająco ostrożny…

Spojrzałem jeszcze raz na chodnik. Przypomniał mi się wczorajszy wieczór, kiedy przez kilkaset metrów ciągnąłem walizkę, która jak pług żłobiła w śniegu ślady. Jak rolnik w kaloszach ślizga się w gnoju, tak ja w górskich butach ślizgałem się w brei. A wokół mnie: PGR, bo wszyscy inni tak samo się ślizgali. Niektórzy nawet w gumiakach.

Policjant kontynuował:

…ale wiem, o co ci chodzi: sam przez trzy lata mieszkałem w Alpach, w Val d’Isere*, tam to są przygotowani na śnieg, nie to co w tym kraju.

*znany kurort narciarski w Alpach Francuskich

------------------------------------------------------------------------

Zasłyszane na zajęciach z prawa: „Dajcie spokój…ile jeszcze wyrysowanych fallusów zmieścicie na śniegu na głównym dziedzińcu college’u?”

-------------------------------------------------------------------------

W college’u Balliol – znaczy się u nas – na głównym dziedzińcu stały dwa obiekty. Pierwszy: tabliczka ostrzegawcza, żeby nie rzucać się śnieżkami w pobliżu budynków i przejść. Pomyślałem, że to miło z ich strony, że zakaz nie obejmuje rzucania się śniegiem w ogóle. Pewnie sami profesorowie brali udział w tych bitwach…





Drugi obiekt: iglo! Wysokie na tyle, że w środku można prawie stanąć prosto, z otworem w suficie na dym z nielegalnego ogniska, z belkami umacniającymi półokrągłe wejście. „Widziałam jak wycinają i układają bloki śniegowe…” – powiedziała Brianna z Kanady – „…dobra robota!”. Pewnie wie co mówi, skoro przez te święta było u niej -62 stopnie. Celsjusza.



--------------------------------------------------------------------------------

Twarzowe (to niestety rzadkość) zimowe kalosze:



6 comments:

  1. 1. Bardzo miło się czytało. :-) Dobry pomysł na przeplatanie bloków tekstu krótkimi jednolinijkowcami.
    2. Czy pani w kaloszach to umówiona koleżanka, czy umówiona nieznajoma? ;-)
    3. Prawo! Jakie prawo? W końcu studiujesz coś prawego? :)
    4. Ale jak to -62 stopnie...? Internet (no dobra, Wikipedia) podaje, że biegun zimna na półkuli północnej (Syberia) to niecałe 73 stopnie poniżej zera...

    ReplyDelete
  2. 2. Nieznajoma
    3. To nie ja, tylko ktoś - wygrzebane z grupy na Facebooku "overheard at Oxford"
    4. http://www.wunderground.com/global/Region/CN/Temperature.html -40 to normalka jak widać...

    ReplyDelete
  3. Aha, pamiętaj,że Syberia i Kanada to podobne szerokości geograficzne...

    ReplyDelete
  4. Jeśli ktoś się poślizgnie, to znaczy, że był niedostatecznie ostrożny. Czuję pełne zrozumienie dla takiej wykładni. Od lat słyszę, że każdy wypadek na polskich drogach spowodowany jest niedostosowaniem prędkości do panujących na drodze warunków.

    ReplyDelete
  5. Rozumiem, że Syberia i Kanada leżą na podobnej szerokości geograficznej. Ale nawet na Syberii te -73 stopnie kojarzą mi się raczej ze skrajnością niż z (lokalną) normą. Cóż, może pora zrewidować poglądy.

    Co do nieznajomej, to jak się to załatwia? Na początek "Pani ma bardzo ładne czerwone buty" (http://www.wiersze.annet.pl/w,,6088), a potem: "Może wstąpimy razem na herbatkę"?

    ReplyDelete
  6. Dlaczego tak bardzo skoncentrowaliście sie na tych śniegowcach. słowo już nieznanew j.polskim. Przeciez buzia bardzo ładna i sympatyczna. Buty musze stwierdzić tez bardzo ładne , chyba kanadyjskie?

    ReplyDelete