"Zmieniają kraj w pustynię i mówią, że przynieśli pokój" mówił Tacyt dwa tysiące lat temu o Rzymskim imperuim. Teraz w ślad za nim powtórzył to Shengwu Li, który swoją przemową na temat "Media powinny pokazywać okropieństwo wojny" zwyciężył w światowych zawodach w debatowaniu. To znaczy: jest obecnie najlepszym wśród studentów mówcą na świecie.
Treść wystąpienia traktuje o powodach, dla których media powinny relacjonować wszystko, co ma miejsce podczas wojen, nawet śmierć i gwałt. Mówi, że zmarli wręcz "domagają się", ażeby ukazać ich śmierć światu, uświadomić i przestrzec, by następni nie ginęli tak samo - przywołuje tu przykład muzeum w Auschwitz, które w ten sposób świadczy i służy ludzkości. Nie przekonuje go argument przeciwnika domagający się uszanowania godności i osobistych praw jednostki (na przykład zakazu fotografowania wśród bardziej religijnych muzułmanów) - odpowiada utylitarnym argumentem, że takie prawo jest mniejsze od prawa świata (w domyśle: widzów) do poznania faktycznego obrazu zbrodni. Jego zdaniem jest to nie tylko skuteczny sposób na uświadomienie światu, jakie jest prawdziwe oblicze wojny. Twierdzi również, że potęga medium, jakim jest fotografia i film pozwolą na pociągnięcie do odpowiedzialności sprawców, a przez to ograniczenie zbrodni wojennych, tortur i śmierci.
Moje pytanie do Shewgu byłyby następujące:
- czy założenie, że więcej obrazów śmierci w jeszcze bardziej drastycznej formie faktycznie skłoni społeczeństwa do organizowania się i działania i wywierania presji na rządy, by pociągały sprawców do odpowiedzialności nie jest zbyt optymistyczna? Wydaje się, że drugą stroną medalu może być spowszednienie całej kwestii - bo przecież ciągłe życie ze świadomością (rozbudzaną nieustannie przez media), że na naszych oczach giną i są krzywdzeni ludzie, nie może długo trwać. A jeśli jednostka jest za słaba, by coś zmienić, to drugim wyjściem jest wyparcie, zapomnienie.
- Shengwu mówi o prawach świata jako słuszniejszych, bo "większych" (ilościowo? jakościowo?) niż prawo jednostki do uszanowania jej woli. Ale za tym stwierdzeniem kryje się założenie, że: moje prawo do decydowania o sobie może być naruszone pod pretekstem uświadamiania wielu (czy taki argument zachowałby swoją siłę, gdyby zdjęcie lub film miał trafić tylko do jednej osoby?) oraz przy założeniu, że życie jest ważniejsze od osobistej wolności i prawa do decydowania o swoim losie. nie wydaje mi się to zbyt oczywiste...a poza tym żaden szanujący się fotograf nie opublikuje zdjęcia, które byłoby jawnie i celowo zrobione wbrew woli fotografowanego.
Piszę o tym nie tylko dlatego, że sama mowa jest naprawdę godna wysłuchania, a argumenty warte tego, by zatrzymać się nad nimi dłużej. Rzecz w tym, że Shengwu jest z Oxfordu, a co więcej studiuje ekonomię i codziennie siedzi w rzędzie przede mną. Brawo Shengwu!
Wystąpienie:
http://theonlinecitizen.com/2010/01/li-shengwus-finale-speech-at-world/
Dzięki! Posłucham chyba tego wystąpienia później. Twoje pytania są z pewnością słuszne, a sam konkurs wydaje się interesujący.
ReplyDeleteHmm, na razie link się nie otwiera, ale sprawdzę wieczorem.
Ciekawe jaki Shengwu Li zamieściłby komentarz do tego bloga ? A może napisałbyś go też po angielsku i wysłał Shengwu link?
ReplyDeleteCzy przyjechał z Chin czy może pochodzi z innego kraju ?
Ja też, mimo usilnych prób, nie mogę otworzyć finałowej mowy.
ReplyDeleteKiedy i gdzie odbywały się tegoroczne eliminacje do tych światowych zawodów w debatowaniu ? Musiałem to przeoczyć w lokalnej prasie ....