Scena druga: Cornmarket Street, jak juz dobrze wiecie, to pole do popisu dla wszystkich tych, którzy mają dość odwagi, by publicznie występować. To galeria osobliwości, gdzie uliczni grajkowie mieszają się z żonglerem pochodni, zbieraczami datków, nauczającymi Muzułmanami, uzdrawiającymi Chrześcijanami czy chińczykami, którzy promują drogę do Oświecenia przez medytację i ćwiczenia oddechu. Zawsze, kiedy się tam zbliżam, rośnie we mnie eskcytacja: co niezwykłego dziś zobaczę? Kto i czym mnie zaskoczy?
Przechodziłem akurat przed straganem z chustami, kiedy dotarły do mnie słowa:
"...I had a dream my life would be
So different from this hell I'm living,
So different now from what it seemed...
Now life has killed the dream I dreamed..."
Dopiero po kilku sekundach dotarło do mnie: toż to piosenka z mojego ulubionego musicalu, Nędzników! "Ale jak to" - pytałem sam siebie - "jak to być może, że słyszę je na żywo tutaj, na oxfordzkim deptaku?" Deptaku który w 2002 został uznany za druga najgorszą ulicę w Anglii? Prawdą okazuje się, że najpiękniejsze kwiaty rosną na kupie gnoju...
Odwróciłem się. Niska pani, ubrana w czarną skórzaną kurtkę, kolorowy szal, w wytartych dżinsach i kapeluszu, dziękowała właśnie komuś, kto do kupki miedziaków dorzucił jej złotą monetę. Wyszperałem z kieszeni drobne i, wrzucając, zapytałem, czy zna jeszcze jakieś utworu z musicalu. Wiedziałem, że pytanie będzie retoryczne: zapytała tylko, czy jej wybór mi odpowiada, a kiedy kiwnąłem głową, zamknęła oczy i zaśpiewała "I love him":
Stałem zasłuchany przez kilka minut. Nieczęsto spotyka się na ulicy osoby, które potrafią poprawnie wyśpiewać trudny utwór. Stałem też, zadziwiony, bo nikt spośród przechodniów nie zatrzymał się nawet, każdy pędził do przodu ze swoimi torbami pełnymi przecen.
Okazało się, że pani jest pielęgniarką położną i bardzo chce pojechać na jakąś konferencję do Rosji. Ściema? Nie wiem. Ale i tak ładnie śpiewała!
Scena trzecia: Newman Society, Blue Room. Za oknem w ciemnościach dumnie jaśnieje oświetlona wieża Christ church college. My - kilkanaście osób, które przyszły wysłuchać dzisiejszego gościa - siedzieliśmy wygodnie na niebieskich sofach. Kilkadziesiąt lat temu w tym samym pomieszczeniu pojawiał się i opowiadał Tolkien, Chesterton, a Knox był swego czasu opiekunem duszpasterstwa. Całe miejsce przesiąknięte jest historią.
Rozpoczęło się spotkanie z Charlsem Moorem, dziennikarzem i redaktorem ważnych angielskich gazet. Opowiadał o tym, co jego zdaniem czeka chrześcijaństwo angielskie w najbliższych kilku latach. Na koniec wspomniał o swoim spotkaniu z kardynałem Ratzingerem, zanim jeszcze został on wybrany Papieżem. Na to odezwał się starszy pan w tyłu sali, mówiąc, że to jemu właśnie pan Moore zlecił zadanie przeprowadzenia wywiadu z przyszłym Ojcem Świętym. "Ratzinger powiedział, że kiedy przyjedzie na wizytę do Anglii, koniecznie chce odwiedzić Oxford. Powiedziałem, że zabiorę go do Cambridge. On się zmarszczył i powiedział: "nie, Oxford"...
Scena trzecia: Newman Society, Blue Room. Za oknem w ciemnościach dumnie jaśnieje oświetlona wieża Christ church college. My - kilkanaście osób, które przyszły wysłuchać dzisiejszego gościa - siedzieliśmy wygodnie na niebieskich sofach. Kilkadziesiąt lat temu w tym samym pomieszczeniu pojawiał się i opowiadał Tolkien, Chesterton, a Knox był swego czasu opiekunem duszpasterstwa. Całe miejsce przesiąknięte jest historią.
Rozpoczęło się spotkanie z Charlsem Moorem, dziennikarzem i redaktorem ważnych angielskich gazet. Opowiadał o tym, co jego zdaniem czeka chrześcijaństwo angielskie w najbliższych kilku latach. Na koniec wspomniał o swoim spotkaniu z kardynałem Ratzingerem, zanim jeszcze został on wybrany Papieżem. Na to odezwał się starszy pan w tyłu sali, mówiąc, że to jemu właśnie pan Moore zlecił zadanie przeprowadzenia wywiadu z przyszłym Ojcem Świętym. "Ratzinger powiedział, że kiedy przyjedzie na wizytę do Anglii, koniecznie chce odwiedzić Oxford. Powiedziałem, że zabiorę go do Cambridge. On się zmarszczył i powiedział: "nie, Oxford"...












