Dzisiejsza niedziela upływa na wizycie w Catholic Chaplaincy, czyli duszpasterstwie akademickim. Miejsce rozczarowuje: kościół to mała hala, pusto strasznie, z sufitu zwisają reflektory, zamiast prezbiterium jest podwyższenie dla księży i ołtarza, które wygląda jak kilka palet przykrytych dywanem. Obrazy „zdobiące” wnętrze też są „nietypowe” – ani to ekspresjonizm, ani realizm…Sama liturgia co najwyżej taka sobie, broni się jedynie kazanie szkockiego księdza…Co więcej, w ogłoszeniach parafialnych oznajmiono, że sala w najbliższy piątek zamienia się (nie pierwszy raz) w taneczny parkiet. Ach, jak ci zmyślni Anglicy potrafią wydajnie zarządzać swoimi zasobami! Może jeszcze urządzić ryneczek w sobotę, wieczorami ławki zamienić na stoliki i otworzyć kawiarnię, a w tygodniu nalać wody i otworzyć kąpielisko…W tym jednak i tak przoduje kościół Anglikański, który niepotrzebne (bo opustoszałe) kościoły wyprzedaje jako rozparcelowane apartamenty albo zamienia w biblioteki, galerie czy restauracje, kluby czy mieszkania:
źródło: www.apartmenttherapy.com
-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Po mszy tradycyjnie miał miejsce obiad dla części studentów: jest tu mianowicie taka tradycja, że katolicy z poszczególnych college’ów są kolejno zapraszani na niedzielny lunch. Mieści się on w „the Old Palace”, który z zewnątrz i od środka wygląda na co najmniej kilkaset lat. W słynnej Sali Niebieskiej (Blue Room), wnętrzu godnym renesansowego pałacyku, jemy i rozprawiamy: o nawróceniu się Anglikanów – tradycjonalistów, o liturgii we Francji, o spuściźnie religijnej Oxfordu. Słyszę potwierdzenie tego, co już spostrzegłem – Oxford jest bodaj najbardziej katolickim miastem w Anglii.





Tak żałośnie wyglada życie religijne w krajach, w których nastąpiło oddzielenia państwa od Kościoła.W Polsce raczej obaw nie ma, gdyż nadal się buduje i oddaje nowe świątynie.
ReplyDeleteW Holandii, w jednym z opuszczonych kościołów w Hertogenbosh, urządzono restaurację. Mały kościółek, wejście z ulicy, fasada wręcz podobna do przylegających kamieniczek. Ważne biznesowe spotkanie, Country Meeting i tradycyjny wspólny, elegancki dinner. Wchodzimy, a tam elegancko nakryte okrągłe stoły, kelnerzy, barek z napojami. Oczywiście już bez ławek i ołtarza. Tylko okrągła ambona i strzeliste okna przypominały o niegdysiejszym przeznaczeniu tego budynku. Ale dziwnie się tam czułem. Chyba wyraz niestosownie jest najlepszym określeniem. Inni goście nie bardzo podzielali moje wątpliwości.
ReplyDeleteNowe powstają tylko meczety.Co za czasy!
Idzie nowe... w róźnych miejscach to nowe wygląda inczej. U nas po mszy w każdą niedzielę ksiądz zaprasza na kawę i ciasto. Ale chętnych nie ma...
ReplyDeleteMoże kawa nie taka jak trzeba ?
ReplyDeleteBardzo ładne zdjęcia czy robiłeś je sam?
ReplyDeleteZ wielką przyjemnością czytam Twoje blogi dziękuje czekam na następne
ReplyDeleteNie tato, zdjęcia są z podanego źródła;]
ReplyDeleteO dobrą kawę nie jest łatwo... Wojtek, jaką kawę pije się w Oxfordzie? Pewnie ciągle króluje nestle classic.
ReplyDeleteCzekam niecierpliwie na zdjęcia i blog z Bizancjum. Tam pewnie podają kawę po turecku.
Miałam mieszkać w podobnym "kościele" na obrzeżach Richmond w Londynie. Co ciekawe, w mieszkaniu tym zamiast wewnętrznych ścian pokoje miały szyby - przysłaniane żaluzjami w razie potrzeby. W jednym z pokoi była sala baletowa z lustrzaną ścianą. Mieszkanie było naprawdę wyjątkowe i piękne, niestety właściciel nie zgodził się na psa.
ReplyDeletePozdrawiam
Karolina D.
(karolina.dzida@onet.eu)